Mimo iż rozumiem że nie jest to stanowisko władz Królestwa Skarlandu, a jedynie osoby która czuje się suwerenem, jestem zobowiązany poinformować kraju który reprezentuję o wrogości która pani reprezentuje względem Agurii i jej obywateli.
Pomijając to całe zbędne nudzenie, jakim są próby psychoanalizy, tragizowania i inne, typowe dla niedawno przyjętych w poczet uczni LO, zachowania, to sugeruję, by tuzy agurskiej (aguryjskiej?), z braku lepszego słowa nazwijmy to dyplomacją, nauczyły się rozróżniać sprawy publiczne od prywatnych. Jako premier Skarlandu byłam przeciwna umieszczeniu Agurii na mapie i było to motywowane interesem publicznym. Jako prywatnej obywatelce Skarlandu jest mi obojętna Aguria jak i Aguryjczycy. Powiem dosadniej, wrogość wiązałaby się z jakimkolwiek uczuciem, a ja nie odczuwam żadnych emocji w związku z Agurią. Równie dobrze może istnieć, lub może jej nie być.
Proszę sobie darować próby czynienia mi drobnych złośliwości, bo to nie ten poziom, nie ta płaszczyzna i nie ta okazja. Jeżeli strona agurska chce zaoferować jakąkolwiek merytoryczną rozmowę - proszę bardzo. Ale obecne zachowanie jej przedstawiciela wzbudza po prostu niesmak. Szczególnie, że usiłuje zarzucić mojej osobie złą wiarę i złośliwość, a ja nie mam ochoty się przed tymi zarzutami bronić, bo po pierwsze nic by to nie wniosło, a po drugie jest mi obojętne, co o mnie Aguryjczycy sądzą.
A jeżeli się panu towarzystwo nie podoba, to sugeruję je opuścić. Normalny człowiek, gdy wejdzie do lokalu i nie odpowiada mu towarzystwo bawiących się tam osób, to zmienia miejscówkę, zamiast pouczać wszystkich ogarnięty obsesją pieniacza.