REGIONY IMPERIUM SKARLANDU => Archidiecezja Walencka => Królewskie Miasto Walencja => Królestwo Skarlandu => Archiwum Kościelne => Wątek zaczęty przez: Norbert I Catalan w Piątek, 6 Lip 2012, 01:02:18
-
[center:30pwpzm0]Postanowienie Generaliatu Wspólnoty Walencji
w sprawie przekazania nieruchomości pod zarząd związku wyznaniowego[/center:30pwpzm0]
[center:30pwpzm0]Artykuł 1[/center:30pwpzm0]
Generaliat Wspólnoty Walencji przekazuje z dniem 06.07.2012 następujące nieruchomości:
-Bazylikę Sagrada Família w Walencji
-Palacio Episcopal de Valencia (Pałac Biskupów) w Walencji
-Świątynia pw. św. Aleksego i bł. Urbana V w León
-Catedral de la Ciudad de Tossa de Mar (Katedra Miejska w Tossa de Mar)
pod administrację Kościoła Rotryjskiego zarejestrowanego jako związek wyznaniowy na terenie Królestwa Skarlandu w dniu 05.07.2012.
[center:30pwpzm0]Artykuł 2[/center:30pwpzm0]
1.Obiekty podlegają inspekcji Autonomicznego Inspektora Zabytków.
2.Wszelkie koszty związane z restauracją obiektu zabytkowego pokrywa Kościół Rotryjski.
[center:30pwpzm0]Artykuł 3[/center:30pwpzm0]
Postanowienie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.
(-) Norbert I de Catalán
Prezydent Wspólnoty Walencji
Zmieniono brzmienie artykułu 2 w punkcie 2.
-
Po co im aż tyle świątyń? Czyżbyśmy mieli więcej wiernych tego kościoła, niż mieszkańców?
-
Może xiądz woli mieć wybór, gdzie się dziś modlić...
-
Tak na prawdę to są to miejsca kultu podległe staremu arcybiskupstwu w Walencji utworzonego przez JŚ Celestyna I. Jeżeli taka jest decyzja władz, z pewnością się tymi budowlami zajmiemy.
-
Po co im aż tyle świątyń? Czyżbyśmy mieli więcej wiernych tego kościoła, niż mieszkańców?
Pani Mario te obiekty powstały dużo dużo wcześniej i są miejscami kultu Kościoła Rotryjskiego od bardzo dawna.
-
Ale dlaczego mają być utrzymywane z majątku państwowego?
-
Tak na prawdę to są to miejsca kultu podległe staremu arcybiskupstwu w Walencji utworzonego przez JŚ Celestyna I. Jeżeli taka jest decyzja władz, z pewnością się tymi budowlami zajmiemy.
A w ogóle, to pisze się "naprawdę". Za to "na prawdę" można przysięgać, np. "ślubuję na prawdę i honor..."
-
Jak pani poduczy się z historii Skarlandu, ja poduczę się z języka polskiego. :)
-
Ale dlaczego mają być utrzymywane z majątku państwowego?
Jeżeli coś jest zabytkiem to się remonty finansuje z funduszu Autonomicznego Inspektora Zabytków Wspólnoty Walencji.
-
Rozumiem. Ale dlaczego Rotria nie będzie płaciła za używanie tych nieruchomości? Czy w takim razie Kościół Ateistyczny Skarlandu także otrzyma w nieodpłatny zarząd jakieś nieruchomości od Walencji?
-
Domagamy się Ateiżnicy...
-
Kościół Rotryjski otrzymał to co kiedyś było jego własnością. Ateistyczny Kościół Skarlandu nie był w posiadaniu nieruchomości na terenie Wspólnoty Walencji więc nic mu się nie należy.
-
Z całym szacunkiem, ale łamie pan w tym momencie konstytucję Skarlandu. Skoro wszystkie wyznania mają być traktowane równo, to albo Rotria sama zacznie utrzymywać swoje budynki, albo my też chcemy dla siebie świątyni na koszt wspólnoty.
-
No to będzie, w czym problem... ??? Kościół Rotryjski też kiedyś musiał otrzymać świątynie, przecież nie ma ich od zawsze, bo nawet Skarland od zawsze nie istnieje... Dlatego My też chcemy świątyni... "Kościół Rotryjski otrzymał to co kiedyś było jego własnością." Rozumiem to i zgadzam się z tym, że im się to należy. No ale kurcze... Kiedyś też musieli te świątynie postawić/otrzymać. Nie widzę przeszkód, abyśmy my też otrzymali ateiżnicę... Nigdy nie mieliśmy świątyni w Skarlanie (w przeszłości), ale to nie jest powód do tego, że nie możemy jej mieć teraz... Jestem oburzony... :x
-
Z całym szacunkiem, ale łamie pan w tym momencie konstytucję Skarlandu. Skoro wszystkie wyznania mają być traktowane równo, to albo Rotria sama zacznie utrzymywać swoje budynki, albo my też chcemy dla siebie świątyni na koszt wspólnoty.
Wreszcie ktoś przeczytał Konstytucję :D
-
Czytałam ją już bardzo dawno. Chodzi o to, że albo traktujemy wszystkich równo, albo wyrzućmy konstytucję do kosza, skoro i tak nie zamierzamy przestrzegać jej przepisów.
-
Czytałam ją już bardzo dawno. Chodzi o to, że albo traktujemy wszystkich równo, albo wyrzućmy konstytucję do kosza, skoro i tak nie zamierzamy przestrzegać jej przepisów.
Zmieniłem zapis w Postanowieniu.
-
Świetnie. A jakie budynki przekaże Walencja naszej wspólnocie?
-
Świetnie. A jakie budynki przekaże Walencja naszej wspólnocie?
Znajdziemy kilka budynków w zasobach komunalnych Kordoby - Może Centrum Narodowego Kościoła Skarlandu w Kordobie? Trzeba będzie dostosować.
-
Znajdziemy kilka budynków w zasobach komunalnych Kordoby - Może Centrum Narodowego Kościoła Skarlandu w Kordobie? Trzeba będzie dostosować.
Oczywiście, że trzeba będzie...
-
Uważam, że związki wyznaniowe powinny być dofinansowane ze środków państwa. Pani Premier moim zdaniem niech nie przyjmuje zapaterystycznej postawy.
-
Ależ panie Felipe. Tu nie chodzi o to, czy państwo wspiera związki wyznaniowe, czy też wybiera model izolacji francuskiej. Tu chodzi o to, by każdy związek wyznaniowy był tak samo traktowany :)
-
Wszystkie związki muszą być dotowane ze Skarbu Państwa, aby sprawiedliwości stało się zadość.
Ojcze, staje w obronie Panii Marii tym razem. Zapatero miał racje z kościołem choć trochę.
-
Kiedy La Iglesia de Rotria zacznie działalność aktywną w Skarlnadzie?
-
Myślę, że wznowią aktywność jak tylko Skarland z Rotrią podpisze konkordat.
-
Konkordat z pewnością będzie podpisany. Dzisiejsze władze Skarlandu stawiają na wzajemne uznanie i dialog.
-
Stosunki dyplomatyczne z Rotrią są nawiązane i nie widzę możliwości ich zerwania, a Konkordat zostanie ponownie podpisany, poprzedni był anulowany w związku z niezgodnością z ówczesną Konstytucjom, dzisiaj takiej bariery już niema, choć państwo oficjalnie nie faworyzuje żadnej religii to Konkordat jako umowa między państwem a Kościołem Rotryjskim jest już dopuszczalna.
-
Ogólnie to jestem za nawiązaniem stosunków dyplomatycznych z Państwem Kościelnym. Jednakże nigdy nie zgodzę się na oficjalny stosunek kraju co do jego religijności - JAKIEJ KOLWIEK. Aha i nie zgodzę się z tym:
Konstytucjom; niema
Co JKM zamierza robić tą konstytucjom?
i co ta niema zrobiła z barierą?
-
Zgadzam się z panem Fadersem. Stosunki z Rotrią, czemu nie, jak najbardziej. Ale żeby konkordat? Wystarczy zwykły traktat o uznaniu :)
-
Skoro Skarland chce nawiązać stosunki DYPLOMATYCZNE, a nie RELIGIJNE z Rotrią, powinien postępować jak z każdym innym krajem. A z każdym innym krajem nie podpisuje się konkordatów...
-
Konkordat nie godzi w niczyje uczucia religijne.
Rotria i Skarland są powiązane ze sobą, dlatego konkordat czemu nie?
-
Ależ godzi w uczucia niewierzących...
-
W takim razie, w ramach równego traktowania wszystkich wyznawców różnych religii proponuję konkordaty z Al-Rajnem (dla Sufimedi) jak i Ciprofloksją (dla nas).
-
bardzo dobry i sprawiedliwy pomysł...
-
Nie lepiej po prostu podpisać zwykły traktat z Rotrią?
-
A czy konkordat gryzie?
-
Owszem. Bo zaznacza, że nie wszystkie wyznania są równe wobec prawa.
-
A czy konkordat gryzie?
Ciekawe myślenie. Czy aby na pewno gryzienie ma tu znaczącą kwestię? Myślę, że Rotria to też kraj, jednakże nie tylko Rotria jest kolebką wyznaniową narodu Skarlandzkiego. Nawet nie jest to uregulowane, ilu jest wyznawców tego Kościoła. Wraz z zasadami demokracji, należy pamiętać o KAS i Sumifedi, którzy to stanowią znaczną część religijności Skarlandu.
-
Pozwolę sobie zacytować Konstytucję: a konkretniej Artykuł 14 punkt 3:
3.Żadne wyznanie nie ma charakteru państwowego. Władze publiczne mają prawo do współpracy z środowiskami wyznaniowymi.
Jeżeli inne związki wyznaniowe zechcą unormować swoje stosunki z władzami publicznymi mogą zgłosić taką chęć w Kancelarii Przewodniczącego Rządu.
Czy nikt nie zauważył, że stosunki dyplomatyczne z Rotrią już od dawna są nawiązane?
Panie Fadersie jak zwykle nie rozumiem Pana bezsensownych wypowiedzi.
Żadnych umów z Ciprofloksją ani tym bardziej z Kościołem Ateistycznym tego kraju nie podpiszemy, ale stosowną umowę można podpisać z Ateistycznym Kościołem Skarlandu, co do Şufimedi to ten związek wyznaniowy chyba zaprzestał działalności ale to jeszcze muszę zweryfikować.
Konkordat z Państwem Kościelnym Rotria ograniczać się będzie do unormowania stosunków pomiędzy PAŃSTWEM a KOŚCIOŁEM - wszystko w zgodzie z Konstytucją.
-
A to niby czemu? Jaka jest różnica między Rotrią a Ciprofloksją? Skoro mamy równość i demokrację, to traktujmy wszystkich równo, a nie wg widzimisię pana Norberta.
-
Panie Norbercie. Której wypowiedzi Pan nie rozumie? Chętnie ją zinterpretuję dla Pana.
Dlaczego Pan z góry mówi, że nie podpisze konkordatu z Państwem Ciprofloksjańskim? Dokument "ograniczać się będzie do unormowania stosunków pomiędzy PAŃSTWEM a KOŚCIOŁEM - wszystko w zgodzie z Konstytucją."
To ja nie rozumiem Pana bezsensownych wypowiedzi...
Jeżeli inne związki wyznaniowe zechcą unormować swoje stosunki z władzami publicznymi mogą zgłosić taką chęć w Kancelarii Przewodniczącego Rządu.
A niżej...
Żadnych umów z Ciprofloksją ani tym bardziej z Kościołem Ateistycznym tego kraju nie podpiszemy.
To to już w ogóle jest bez sensu... Czysty autorytaryzm...
-
Jaka kolwiek umowa z Ciprofloksją nie wchodzi w gre, a tym bardziej konkordat.
Stosowna umowa natomiast może być podpisana z Ateistycznym Kościołem Skarlandu.
Hiszpania również nie faworyzuje żadnych wyznań a Konkordat z Watykanem mają więc niewierzący niech sobie tkwią w swojej niewierze.
-
Hiszpania również nie faworyzuje żadnych wyznań a Konkordat z Watykanem mają więc niewierzący niech sobie tkwią w swojej niewierze.
Brzmi to trochę smutnie i ewidentnie widać ramy wywierane na społeczeństwie... A to raczej społeczeństwo powinno kształtować kraj... Smutne to i nieetyczne...
-
Jaka kolwiek umowa z Ciprofloksją nie wchodzi w gre, a tym bardziej konkordat.
Stosowna umowa natomiast może być podpisana z Ateistycznym Kościołem Skarlandu.
W takim razie podpiszmy stosowną umowę z Kościołem Rotryjskim w Skarlandzie, a nie z Rotrią.
-
Jeżeli już, to traktat... Nasze państwo nawiązuje do Hiszpanii... Szczerze to rozumiem. Między innymi dlatego tu jestem... Lecz to, że Hiszpania ma podpisany konkordat z Watykanem nie oznacza, że my też musimy to robić z jakąś Rotrią... Niech nasz kraj będzie w końcu sprawiedliwy i niech udowodni swoje stanowisko co do neutralności... Bo tutaj się zaczyna komedia... Pan Norbert podpisze konkordat na przekór nam, aby to nam zrobiło się łyso... Wbrew zasadom konstytucji, demokracji i sprawiedliwości... Niech Pan skończy tą dziwną nienawiść do opozycji. My na prawdę nie chcemy doprowadzić do żadnej rewolucji... To wszystko jest bez sensu... Niech Pan nie niszczy tego "dobrego" w miarę neutralnego jeszcze stosunku tym autorytaryzmem... Zachowuje się Pan, jakby to od Pana wszystko zależało... Jednoosobowa, autorytarna mikronacja chyba nie jest celem do jakiego Pan dąży...
-
Konkordat będzie przez Kortezy głosowany więc będzie mógł Pan swój nieuzasadniony niczym sprzeciw zgłosić. Konstytucja daje możliwość podpisywania umów o współpracy z różnymi kościołami (związkami wyznaniowymi), jak bym pałał nienawiścią do opozycji to dawno miał by Pan już zbanowane konto...
Może mnie Pan do generała Franco jeszcze przyrówna?
-
Konstytucja daje możliwość podpisywania umów o współpracy z różnymi kościołami.
Aha... to super... Czyli jest możliwość podpisania konkordatu z Ciprofloksją... to fajnie :)
W sumie to nie wiem czy konkordat jest umową o współpracy...
Może mnie Pan do generała Franco jeszcze przyrówna?
Nie, proszę się nie obawiać. Nie będę też nawiązywał do średniowiecza... bo to przesada... :lol:
-
Konkordat będzie przez Kortezy głosowany więc będzie mógł Pan swój nieuzasadniony niczym sprzeciw zgłosić.
Coś się tu nie zgadza. To konkordat z Rotrią może być głosowany w Kortezach, a konkordat z Ciprofloksją już nie? Dlaczego? Od kiedy to pan, panie Norbercie, decyduje o tym, nad czym w Kortezach będzie się debatować?
jak bym pałał nienawiścią do opozycji to dawno miał by Pan już zbanowane konto...
Takie słowa nie są zbyt mądre w ustach twórcy naszego państwa.
-
jak bym pałał nienawiścią do opozycji to dawno miał by Pan już zbanowane konto...
Czym JKM usprawiedliwiłby to?
-
W Skarlandzie zawsze dało radę znaleźć sposób na obywateli będących w opozycji, weźmy na przykład Akrytów - dzisiaj śladu o nich niema...
-
Ta wypowiedź jest skandaliczna. Za chwilę się okaże, że Skarland jest miejscem tylko dla pana Norberta i jego klonów.
-
W Skarlandzie zawsze dało radę znaleźć sposób na obywateli będących w opozycji, weźmy na przykład Akrytów - dzisiaj śladu o nich niema...
No i jak to nazwać? Demokracją i sprawiedliwością? A może zbrodnią narodową???
-
Ależ skąd! Obecnie w Skarlandzie prawo nie pozwala na takie praktyki, gdyby były takie możliwości Pana Fadersa już by z nami nie było. Moje klony przeciwko Pani klonom...
-
Chce nam pan powiedzieć, że ma pan własne klony?
-
Pana wypowiedzi już chyba daleko odbiegają od normalności. Zaczynam się bać JKM. Niestety należy się pogodzić i stworzone przez siebie państwo oddać aktualnemu królowi... Stworzono je chyba z myślą o przyszłości, jednakże próby zatrzymania państwa przy sobie i zrobienia z siebie władcy-boga na wzór dzisiejszych Kimów, jest zaporą i przeszkodą w normalnym funkcjonowaniu...
-
Chce nam pan powiedzieć, że ma pan własne klony?
Nie nie mam, jeżeli Pani chce mogę przedstawić na to stosowne dowody, jednak Pani mnie o to oskarża więc moje niby klony przeciwko Pani klonom napisałem tak aby również bezpodstawnie o klony oskarżyć Panią.
W Skarlandzie zawsze dało radę znaleźć sposób na obywateli będących w opozycji, weźmy na przykład Akrytów - dzisiaj śladu o nich niema...
No i jak to nazwać? Demokracją i sprawiedliwością? A może zbrodnią narodową???
Panie Fadersie to był inny ustrój i wtedy Skarland był w stanie wojny domowej. Obecna sytuacja jest zupełnie inna i prawo nie pozwala na takie praktyki no i Skarland nie jest w stanie wojny domowej.
Rząd nie zamierza uciszać opozycji bo ta nie zmierza do zamachu na ustalony porządek konstytucyjny.
-
To już jest pewien postęp. Szkoda, że rząd nie zamierza uciszać opozycji bo nie chce, bo czuje, że tak nie powinien robić. Ale powód wynikający z szacunku do prawa też jest niezły.
-
Postaram się rzeczowo odpowiedzieć na protesty z którymi jak czytałem, zmagał się JKW Norbert.
Dlaczego Konkordat z Rotrią, a nie z Ciprofloksją?
Rotria (podobnie jak Watykan), jest państwem kościelnym. Większą rolą państwa kościelnego jest kierowanie wspólnotą wierzących, niż strukturami świeckimi. Konkordat jest umową między państwem, a kierownictwem Kościoła Rotryjskiego jako całości odnośnie kościoła partykularnego w Skarlandzie, czyli o zasadach jego pracy i podporządkowaniu Stolicy Apostolskiej. Umowa dotyczy zasad funkcjonowania Kościoła Rotryjskiego na terenie państwa świeckiego jakim jest chociażby Królestwo Skarlandu. Ciprofloksja natomiast jest państwem świeckim, nie nastawionym przede wszystkim na religię, nie jest organem sterującym religią.
Dlaczego umowa z Rotrią, a nie Kościołem Rotryjskim w Skarlandzie?
Cóż, to Państwo Kościelne Rotria, kieruje Kościołem Rotryjskim, także tym w Skarlandzie, więc nie może być mowy o samostanowieniu kościoła partykularnego podlegającego Rotrii. To Stolica Apostolska ma moc zarządzania strukturami kościelnymi, a nie narodowa cząstka całej wspólnoty wierzących.
Dlaczego konkordat jest konieczny do funkcjonowania Kościoła Rotryjskiego w Skarlandzie, ale nie dla istnienia Ateistycznego Kościoła Skarlandu?
Z łaciny concordatum oznacza uzgodniony. Sam więc konkordat, należy rozumieć jako ustalenia między Rządem danego państwa a Kościołem. Jako że kierownictwo Kościoła leży na obszarze innego kraju (Rotrii), do sprawnego funkcjonowania potrzebne są pewne ustalenia między Skarlandem a Stolicą Apostolską. Kościół Rotryjski składa się nie tylko ze Skarlandczyków, lecz także z innych narodów. AKS składa się natomiast z tutejszych mieszkańców, których prawa są gwarantowane przez Konstytucje i ogół przepisów.
Nie rozumiem głosów protestu. Konkordat nie narzuca nikomu religii, ani nikogo, do niczego nie zmusza. Czy gdyby Kościół Rotryjski postulował o możliwość istnienia w ściekach kanalizacyjnych, wasze środowiska postulowałyby o to samo? Przecież to jest absurd.
Z duszpasterskim błogosławieństwem,
x. prof. Artur Czartoryski
-
Postaram się odpowiedzieć na pana odpowiedzi...
Wcale nas nie obchodzi struktura Rotrii. W naszych oczach jest to państwo jak każde inne. Struktury kościelne, mniej, czy bardziej zaawansowane można spotkać w Ciprofloksji, czy w Al Rajn...
Teraz zrobię pewną sztuczkę...
Konkordat jest umową między państwem, a kierownictwem Kościoła Ateistycznego jako całości odnośnie kościoła partykularnego w Skarlandzie, czyli o zasadach jego pracy i podporządkowaniu Metropolii Ateizmu. Umowa dotyczy zasad funkcjonowania Kościoła Ateistycznego na terenie państwa świeckiego jakim jest chociażby Królestwo Skarlandu. Ciprofloksja jest państwem świeckim, nie nastawionym przede wszystkim na religię, lecz posiada organem sterującym religią z którym w pełni można zawrzeć konkordat.
Cóż, to Państwo Ciprofloksjańskie, kieruje Kościołem Ateistycznym, także tym w Skarlandzie, więc nie może być mowy o samostanowieniu kościoła partykularnego podlegającego Ciprofloksji. To Metropolia ma moc zarządzania strukturami kościelnymi, a nie narodowa cząstka całej wspólnoty wierzących.
Z łaciny concordatum oznacza uzgodniony. Sam więc konkordat, należy rozumieć jako ustalenia między Rządem danego państwa a Kościołem. Jako że kierownictwo Kościoła leży na obszarze innego kraju (Ciprofloksji), do sprawnego funkcjonowania potrzebne są pewne ustalenia między Skarlandem a Metropolią Ateizmu. Kościół Ateistyczny składa się nie tylko ze Skarlandczyków, lecz także z innych narodów. AKS składa się natomiast z tutejszych mieszkańców, których prawa są gwarantowane przez Konstytucje i ogół przepisów (jak katolicy w KS), jednakże należą do większego okręgu, jakim jest Kościół Ateistyczny Ciprofloksacyjny.
Konkordat nie narzuca nikomu religii, ani nikogo, do niczego nie zmusza, dlaczego więc nie morzna zawrzeć go z organem Kościelnym, Ciprofloksji?
Czy gdyby Kościół Rotryjski postulował o możliwość istnienia w ściekach kanalizacyjnych, wasze środowiska postulowałyby o to samo? Przecież to jest absurd.*
* - tego żartu to nie rozumiem...
Z durnym błogoniesławieństwem.
~Obrońca Ateizmu - Faders ad Vankavig
-
Rotria (podobnie jak Watykan), jest państwem kościelnym.
Pomylił pan Watykan ze Stolicą Apostolską.
-
Sam Pan się gubi... Pisze Pan o Watykanie, a mówi jakby o Sancta Sedes... Wszystkie konkordaty zawarte są ze Stolicą Apostolską, a nie Watykanem...
-
Według przepisów PKR, Państwo Kościelne Rotria i Kościół Rotryjski to jedna substancja. Stąd wymienność w używaniu tych nazw. ;)
-
Ale Watykan i Stolica Apostolska to nie jest jedna substancja.
-
Co ma państwo realne do wirtualnego w tych kwestiach?
-
Nie mam pojęcia. To pan Artur użył tego porównania :)
-
Starałem się wytłumaczyć kwestię konkordatu na przykładzie państwa realnego czyli Watykanu, natomiast terminu "Stolica Apostolska" użyłem wymiennie jedynie z terminem "Rotria", gdyż u Nas to nie jest błędem.
Szanowni Państwo,
Jako, że to Kortezy Generalne mają moc decydowania o kwestii konkordatu, liczę, że podjęta zostanie najsłuszniejsza decyzja
Cum debita reverentia,
bp Artur Czartoryski
-
Starałem się wytłumaczyć kwestię konkordatu na przykładzie państwa realnego czyli Watykanu, natomiast terminu "Stolica Apostolska" użyłem wymiennie jedynie z terminem "Rotria", gdyż u Nas to nie jest błędem.
Po części wprowadził nas pan w błąd. Ale chyba rozumiem :)
-
A zapytam z nieco "innej beczki". Jaki jest stosunek Ateistycznego Kościoła Skarlandu do Kościoła Rotryjskiego? Czy w ogóle macie do Nas jakikolwiek stosunek? ;P
To tak z ciekawości się pytam ;D
-
Musi pan w Metropolii zapytać.
-
A zapytam z nieco "innej beczki". Jaki jest stosunek Ateistycznego Kościoła Skarlandu do Kościoła Rotryjskiego? Czy w ogóle macie do Nas jakikolwiek stosunek? ;P
To tak z ciekawości się pytam ;D
Oczywiście, że mamy stosunek taki, że odrzucamy waszą wiarę i oczywiście nie uznajemy waszego nie tyle istnienia, co mocy i prawości, dlatego wasze pozdrowienia, zaszczyty i piastowane urzędy katolickie są dla nas niemocne i nie istnieją... Dlatego proszę wybaczyć nam, jeżeli nie "zwracamy" się do was z "należytym" (do jakiegoś tam poziomu reprezentacji Kościoła) szacunkiem... Albowiem u nas jest inaczej... Każdy jest ateistą, a innych podziałów religijnych brak... Założyciel Ateistycznego Kościoła, wcale go nie reprezentuje... Tak samo dobrze, może go reprezentować Pani Kowalskadi z warzywniaka... :)
-
Cóż, pomijanie zwrotów grzecznościowych w stosunku do duchownych Kościoła Rotryjskiego, jest nieco niepoważne. To tak jakby mówić do hrabiego "Ty chłopie", tylko dlatego, że pochodzi z kraju, którego nie lubimy ;) Bez urazy, ale kojarzy mi się to z takim szczeniackim buntem młodzieńczym, że jak widzę księdza na ulicy, nie daj Bóg w sutannie, to powiem mu na złość "Dzień Dobry!", zamiast "Szczęść Boże!"; to takie nieco śmieszne. Tu już nie chodzi nawet o łamanie uczuć religijnych czy coś w tym stylu, ale o elementarny brak kultury dyskusji, o który w stosunku do siebie jak widzę opozycja aktualnego Rządu usilnie zabiega, nie potrafiąc jednocześnie zastosować tych zasad w stosunku do innych. No, ale cóż. Mogę jedynie załamać ręce nad Wami.
-
Cóż, pomijanie zwrotów grzecznościowych w stosunku do duchownych Kościoła Rotryjskiego, jest nieco niepoważne.
My także załamujemy ręce nad Wami. Po pierwsze nie pomijamy zwrotów grzecznościowych, a zwroty zawodowe... Przecież mówię do Pana, "Proszę Pana", mówimy "dzień dobry", "dziękuję"itd. Pomijamy zwroty waszego statusu społecznego, ponieważ go nie uznajemy. To chyba proste... ;) nie widzę tutaj, żadnej nie powagi, a Rotria w naszych oczach nie jest niczym innym niż organizacja społeczeństwa, a mieszkańcy tego kraju są tylko osobami fizycznymi, połączonymi prawnie, bądź nie z tym krajem... Niepoważnym jest wywyższanie się ponad podziały państwowe i robienie z siebie pępków świata... :|
To tak jakby mówić do hrabiego "Ty chłopie", tylko dlatego, że pochodzi z kraju, którego nie lubimy ;)
Znów Pan nie rozumie... słowo "chłop" ma na celu upokorzenie, tutaj jest inaczej... Jeżeli powiedzielibyśmy do chłopa "Pan", byłby zadowolony... A jeżeli powiemy do hrabiego "Pan", może trochę mniej, ale to już jego sprawa... Jest to jak prawo jazdy, nieuznawane w innym kraju. Poza tym, dlaczego mamy sztucznie udawać i sami siebie okłamywać i wpajać wartości, ogólnie nieprzyjmowane ( a nawet odrzucane) przez grupę, do której należymy...
Bez urazy, ale kojarzy mi się to z takim szczeniackim buntem młodzieńczym, że jak widzę księdza na ulicy, nie daj Bóg w sutannie, to powiem mu na złość "Dzień Dobry!", zamiast "Szczęść Boże!"; to takie nieco śmieszne.
Dlaczego? To już ten Pan, o zawodzie księdza, pastora, popa, biskupa, papieża, kominiarza, czy co tam jeszcze, nie może mieć dobrego dnia? Dlaczego mówić księdzu na złość "Dzień Dobry"? Przecież jest to serdeczne okazywanie chęci do dobrego dnia, którego życzymy danej osobie... Jeżeli nie wierzymy w Boga, to po co mamy sobie wpajać tą wartość i strzelać pustymi słowami w tą osobę, a przy tym być przekonanym, że ten Bóg (który wg. nas nie istnieje) ma poszczęścić temu człowiekowi?
Tu już nie chodzi nawet o łamanie uczuć religijnych czy coś w tym stylu, ale o elementarny brak kultury dyskusji, o który w stosunku do siebie jak widzę opozycja aktualnego Rządu usilnie zabiega, nie potrafiąc jednocześnie zastosować tych zasad w stosunku do innych. No, ale cóż. Mogę jedynie załamać ręce nad Wami.
Przełamujemy bariery i usiłujemy zagłębiać się w to, co mówimy. Unikać oklepanych zwrotów, w które nie wierzymy i postępować zgodnie z filozofią i religią życia. Jeżeli czuje się Pan urażony tym, że nie mówię do Pana "per xiądz", nie mogę nic na to poradzić...
-
Cóż, pomijanie zwrotów grzecznościowych w stosunku do duchownych Kościoła Rotryjskiego, jest nieco niepoważne.
W pełni się z panem zgadzam. Jest niepoważne, i to bardzo niepoważne i nie tylko w stosunku do duchownych, ale wobec każdego człowieka. Dlatego do każdego tutaj zwracam się per pan. Gdyby pojawiła się druga kobieta, to mówiłabym jej per pani.
To tak jakby mówić do hrabiego "Ty chłopie", tylko dlatego, że pochodzi z kraju, którego nie lubimy ;)
Ale "Ty chłopie!" jest zawsze obraźliwe. Chyba, że jesteśmy z osobą do której tak mówimy szczególnie spoufaleni :)
Bez urazy, ale kojarzy mi się to z takim szczeniackim buntem młodzieńczym, że jak widzę księdza na ulicy, nie daj Bóg w sutannie, to powiem mu na złość "Dzień Dobry!", zamiast "Szczęść Boże!"; to takie nieco śmieszne.
Śmieszny to jest brak tolerancji i pluralizmu w Polsce. Nie wiem dlaczego ktokolwiek miałby czuć się zobowiązany do szczególnego traktowania księży. Zawód jak każdy inny.
Tu już nie chodzi nawet o łamanie uczuć religijnych czy coś w tym stylu, ale o elementarny brak kultury dyskusji, o który w stosunku do siebie jak widzę opozycja aktualnego Rządu usilnie zabiega, nie potrafiąc jednocześnie zastosować tych zasad w stosunku do innych.
Może jakieś przykłady? :)
No, ale cóż. Mogę jedynie załamać ręce nad Wami.
Niech pan daruje sobie ten paternalizm.
-
Szanowna Pani,
Nikt nie mówi o specjalnym traktowaniu księży. Chodzi mi jedynie, o to, że tak jak do elektryka, nie mówi się "Per Panie Stolarzu", tak i do księdza nie mówi się "Proszę Pana", lecz "Proszę księdza". To, że się z kimś nie zgadzamy, nie znaczy, że musimy celowo nim gardzić, poprzez umniejszanie tej osobie, omijając należne jej tytuły ;)
-
Coś mi tu nie pasuje...
Mówimy do elektryka "Proszę Pana", a nie "Proszę Elektryka"
To do księdza mówimy "Proszę Pana", a nie "Proszę Księdza"
Pan zdaje się, napisał to na odwrót...
Mówiąc do elektryka "Proszę Pana", gardzimy nim? No bo przecież omijamy należyte i zdobyte przez niego umiejętności w dziale: "elektryka" - czyli należyte mu tytuły (zawód)...
-
Szanowna Pani,
Nikt nie mówi o specjalnym traktowaniu księży. Chodzi mi jedynie, o to, że tak jak do elektryka, nie mówi się "Per Panie Stolarzu",
Bo mówi się do niego per pan.
tak i do księdza nie mówi się "Proszę Pana", lecz "Proszę księdza". To, że się z kimś nie zgadzamy, nie znaczy, że musimy celowo nim gardzić, poprzez umniejszanie tej osobie, omijając należne jej tytuły ;)
Zwrot "proszę pana" wyraża szacunek i nigdy nie sądziłabym, że to sposób okazania komuś wzgardy. To raczej fanaberie niektórych księży prowadzą do takich scysji :)
-
Dobrze, ale Szanowna Pani, proszę spróbować powiedzieć do Królowej Brytyjskiej, lub jej wnuka, Per Pan/Pani, a będzie to obraźliwe, choć w pełni z szacunkiem. Tak samo, jeśli powie Pani do Papieża, "per Proszę Pana", będzie to nie na miejscu ;) Tak samo jak do hrabiego, należy mówić "Wielmożny Panie" lub "Jaśnie Panie", tak też i do biskupa zwyczajowo mówi się "Ekscelencjo", a do kardynała "Eminencjo" etc...
-
Dobrze, ale Szanowna Pani, proszę spróbować powiedzieć do Królowej Brytyjskiej, lub jej wnuka, Per Pan/Pani, a będzie to obraźliwe, choć w pełni z szacunkiem. Tak samo, jeśli powie Pani do Papieża, "per Proszę Pana", będzie to nie na miejscu ;)
Ale to już jest głowa państwa. Tak samo mówi się per panie prezydencie, a nie panie Komorowski.
Tak samo jak do hrabiego, należy mówić "Wielmożny Panie" lub "Jaśnie Panie", tak też i do biskupa zwyczajowo mówi się "Ekscelencjo", a do kardynała "Eminencjo" etc...
Nie w tym stuleciu ;) Może w poprzednim ;)
-
Nie w tym stuleciu ;) Może w poprzednim ;)
Cóż, kompletnie się nie zgadzam z Panią, ale mimo wszystko bardzo miło się dyskutuje ;P
Choć po części ma Pani rację. Nastąpiło dość duże rozluźnienie pewnych norm, a ocenić to najlepiej ocenią potomni ;)
`
-
Raczej zaczęto oceniać ludzi przez pryzmat tego kim są, a nie kim byli ich dawno zmarli przodkowie ;)
-
Pochodzenie dużo mówi o człowieku, choć zgadzam się, że nie powinno przesądzać. Jednakże, nie do końca jest prawdą, że ocenia się ludzi bez brania pod uwagę tego kim byli ich przodkowie. Przecież, widząc córkę alkoholika, która jest zaspana i zmęczona, ale wygląda podejrzanie, większość pomyśli "Też chleje". Takie rzeczy niestety nadal się zdarzają.
-
Pochodzenie dużo mówi o człowieku,
Chyba tylko tyle, jaki język jest, najprawdopodobniej, jego ojczystym i jakiego jest, najprawdopodobniej, wyznania ;)
choć zgadzam się, że nie powinno przesądzać. Jednakże, nie do końca jest prawdą, że ocenia się ludzi bez brania pod uwagę tego kim byli ich przodkowie.
To, że pan tak robi nie znaczy, że inni też :)
Przecież, widząc córkę alkoholika, która jest zaspana i zmęczona, ale wygląda podejrzanie, większość pomyśli "Też chleje". Takie rzeczy niestety nadal się zdarzają.
To źle o nich świadczy, a nie o niej ;)
-
Chyba tylko tyle, jaki język jest, najprawdopodobniej, jego ojczystym i jakiego jest, najprawdopodobniej, wyznania ;)
Dodałbym jeszcze narodowość, a więc prawdopodobny temperament, cechy narodowe, etc... To też wiele świadczy, bo np.: typowy Szwajcar jest świetnym przykładem społecznika, Włoch obiboka, etc... Ponadto znając ojca/matkę, możemy się spodziewać pewnych cech, zachowań, upodobań u syna/córki.
-
bo np.: typowy Szwajcar jest świetnym przykładem społecznika, Włoch obiboka, etc...
A Polak ? :D
-
Z Polakami to jest trudna kwestia. Dla mnie Polacy są narodem bardzo odważnym, wojowniczym, pracowitym, lecz niestety też i zbyt cwanym, co w przypadku wojny jest świetną, lecz w przypadku pokoju słabą cechą. Niestety często prywata bierze u Nas górę nad Ojczyzną, stąd wiele w historii problemów. Nie zapominajmy jednak, że to my, nie Amerykanie, nie Anglicy, lecz My jesteśmy najlepszymi, najwaleczniejszymi ludźmi na globie. Dowodem może być to, że to My wygraliśmy dwie największe bitwy świata (12 września 1683 pod Wiedniem - zatrzymaliśmy "falę" muzułmanów, którzy, gdyby Wiedeń padł, podbiliby resztę Europy; oraz 15 sierpnia 1920 Cud nad Wisłą, gdy zatrzymaliśmy "falę" czerwonych, bolszewików, którzy gdyby dotarli do Niemiec, spaliliby Europę). Także i dziś nasze niby kiepskie wojsko, bo gorzej wyposażone niż USA, niż UK, lecz bardziej waleczne, odnosi chwalebne zwycięstwa, o których się nie mówi, aby "nie zakłócić pokojowego charakteru misji stabilizacyjnej". Przykładem może być bitwa o Ratusz Miejski w Karbali stoczona w kwietniu 2004, kiedy to kilkunastu Polskich żołnierzy wspólnie z kilkoma Bułgarami pod dowództwem ppłk Tomasza Domańskiego pokonała ponad 20-krotne siły przeciwnika. grupka około 30 żołnierzy przezwyciężyła natarcie ponad 700! Takich druzgocących zwycięstw nie odnosiła nawet husaria - bez wątpienia najlepsza jazda świata. Ale o tym się nie mówi. Podobnie jak nie mówi się o zwycięstwach Polaków i nie świętuje się ich z należytą pompą. Dlaczego nie świętujemy zdobycia Moskwy? Bo to niepolityczne i naszemu sąsiadowi mogło by się nie spodobać. Notabene oni świętują wypędzenie (a na prawdę oddanie) Polaków z Moskwy. Dlaczego nie wspominamy Wiednia, Kłuszyna, Kircholmu, Monte Casino, Curtea de Arges, Cedynią, Grunwaldem (coś media przemruczą), Bitwy o Anglię (nasza zasługa jest niewątpliwa), powstania Wielkopolskiego, czyli tych udanych momentów polskiego oręża (których było więcej), a wspominam klęski pod Westerplatte, Powstanie Warszawskie, styczniowe, listopadowe? Dopatrywać mógłbym się teorii spiskowych, ale temat na inną dyskusję.
-
Bardzo mądre słowa. Myślę że najlepszym komentarzem będzie cytat ze strategicznej gry historycznej sprzed paru lat - "Polacy - pierwsi do walki" ;)
-
Chyba tylko tyle, jaki język jest, najprawdopodobniej, jego ojczystym i jakiego jest, najprawdopodobniej, wyznania ;)
Dodałbym jeszcze narodowość, a więc prawdopodobny temperament, cechy narodowe, etc... To też wiele świadczy, bo np.: typowy Szwajcar jest świetnym przykładem społecznika, Włoch obiboka, etc... Ponadto znając ojca/matkę, możemy się spodziewać pewnych cech, zachowań, upodobań u syna/córki.
Bzdura. Straszne szufladkowanie ludzi.
Z Polakami to jest trudna kwestia. Dla mnie Polacy są narodem bardzo odważnym, wojowniczym, pracowitym, lecz niestety też i zbyt cwanym, co w przypadku wojny jest świetną, lecz w przypadku pokoju słabą cechą. Niestety często prywata bierze u Nas górę nad Ojczyzną, stąd wiele w historii problemów.
Prywata? Po prostu inna filozofia życia. Dla jednych wartością nadrzędną jest państwo, dla innych nie. Po co to wartościować?
Nie zapominajmy jednak, że to my, nie Amerykanie, nie Anglicy, lecz My jesteśmy najlepszymi, najwaleczniejszymi ludźmi na globie. Dowodem może być to, że to My wygraliśmy dwie największe bitwy świata (12 września 1683 pod Wiedniem - zatrzymaliśmy "falę" muzułmanów, którzy, gdyby Wiedeń padł, podbiliby resztę Europy;
To samo zrobili Frankowie, a Bizancjum całkiem znośnie opierało się Turkom. W zasadzie gdyby nie splądrowanie Konstantynopola przez katolików, to pewnie nie byłoby oblężenia Wiednia. Poza tym, zwycięstwo pod Wiedniem to także splot wielu różnych, szczęśliwych okoliczności i nieprzemyślanych decyzji. Nasza zasługa w tym jest dużo mniejsza, niż nam się wydaje.
oraz 15 sierpnia 1920 Cud nad Wisłą, gdy zatrzymaliśmy "falę" czerwonych, bolszewików, którzy gdyby dotarli do Niemiec, spaliliby Europę).
Tylko dzięki temu, że major Dżugaszwili zapragnął zająć Wołyń, przez co spóźnił się i front został przerwany i można było z tej wyrwy skorzystać.
Także i dziś nasze niby kiepskie wojsko, bo gorzej wyposażone niż USA, niż UK, lecz bardziej waleczne, odnosi chwalebne zwycięstwa, o których się nie mówi, aby "nie zakłócić pokojowego charakteru misji stabilizacyjnej". Przykładem może być bitwa o Ratusz Miejski w Karbali stoczona w kwietniu 2004, kiedy to kilkunastu Polskich żołnierzy wspólnie z kilkoma Bułgarami pod dowództwem ppłk Tomasza Domańskiego pokonała ponad 20-krotne siły przeciwnika. grupka około 30 żołnierzy przezwyciężyła natarcie ponad 700!
Tak, zniszczenie suwerennego państwa i jego okupacja to faktycznie powód do chwały.
Dopatrywać mógłbym się teorii spiskowych, ale temat na inną dyskusję.
Boże drogi...
-
Nie zapominajmy jednak, że to my, nie Amerykanie, nie Anglicy, lecz My jesteśmy najlepszymi, najwaleczniejszymi ludźmi na globie.
Nie byłbym tego taki pewny...
np. Finlandia w okresie wojny zimowej ze Związkiem Radzieckim....
Siły:
Finlandia:
250 000 ludzi
60 czołgów
121 samolotów
ZSRR:
ok. 1 mln ludzi
6541 czołgów i pojazdów opancerzonych
800-3600 samolotów
Straty:
Finlandia:
26 662 zabitych
39 886 rannych
1000 wziętych do niewoli
35 samolotów zestrzelonych
ZSRR:
126 875 zabitych i zaginionych.
264 908 rannych
5600 w niewoli
ponad 2268 czołgów i pojazdów opancerzonych.
934 samoloty zestrzelone.
Ewidentnie fińskie wojska były przykładem waleczności...
-
Ja bym powiedział, że raczej to nieudolność Rosjan ;) Jakoś przez kilkaset lat, Finowie byli pod władzą Szwedów i nie potrafili się wyzwolić ;) Poza tym to jeden tylko przykład ich waleczności, a żadnych więcej raczej nie znam. Poza tym, nie neguje tego, że inne narody mogą być waleczne. Wikingowie do takich narodów się z pewnością zaliczają. Kto zna historię ten wie.
-
A może nie chcieli? Litwini też byli przy Polsce przez 400 lat i nikt nie twierdzi, że nie potrafili się wyzwolić.
-
Cóż, nie wiem czy nie chcieli. Janusz Radziwiłł chciał tego z pewnością (z nieco innych pobudek niż patriotyzm), lecz mu nie wyszło. Podobnie w dwudziestoleciu miedzywojennym Wilno zostało zdobyte siłą i zatrzymane w Polsce, choć nie wszyscy Litwini tego chcieli.
-
Bardzo mądre słowa. Myślę że najlepszym komentarzem będzie cytat ze strategicznej gry historycznej sprzed paru lat - "Polacy - pierwsi do walki" ;)
Czy przypadkiem nie chodzi o grę: II Wojna Światowa i Hearts of Iron II?
-
Poza tym to jeden tylko przykład ich waleczności, a żadnych więcej raczej nie znam. Poza tym, nie neguje tego, że inne narody mogą być waleczne. Wikingowie do takich narodów się z pewnością zaliczają. Kto zna historię ten wie.
Czyli Polacy już nie są najwspanialszymi wojownikami?
-
Kto powiedział że nie są? Istniało wiele wspaniałych narodów, których waleczność należy docenić - Spartanie, Wikingowie i między innymi Polacy właśnie.
-
Bardzo mądre słowa. Myślę że najlepszym komentarzem będzie cytat ze strategicznej gry historycznej sprzed paru lat - "Polacy - pierwsi do walki" ;)
Czy przypadkiem nie chodzi o grę: II Wojna Światowa i Hearts of Iron II?
Nie wiem, nie jestem pewnie do końca jaka to gra. Wiem jedynie że była to strategia osadzona w IIWŚ wydana gdzieś w latach 2004-05.
-
Cóż, nie wiem czy nie chcieli. Janusz Radziwiłł chciał tego z pewnością (z nieco innych pobudek niż patriotyzm), lecz mu nie wyszło. Podobnie w dwudziestoleciu miedzywojennym Wilno zostało zdobyte siłą i zatrzymane w Polsce, choć nie wszyscy Litwini tego chcieli.
Ale to był wiek XX, a nie dla przykładu XVIII ;)
-
Janusz Radziwiłł żył w XVII wieku, z tego co pamiętam z lekcji historii, a nie w XX ;) Natomiast dwudziestolecie międzywojenne istotnie w XX wieku miało swój czas.
-
I co w związku z tym?
-
Czasami głupota, potrafi zgasić nawet najszczersze chęci dyskusji.
-
Z pewnością cechuje się pan umiejętnością przytaczania dat, nazwisk i faktów historycznych. Ale nie cechuje się pan umiejętnością dyskutowania. Ten Radziwiłł nie ma w zasadzie związku z tym co pisałam, a przynajmniej ja go nie dostrzegam. Gdy zadałam pytanie o związek między Radziwiłłem, a tym co napisałam, pan uciekł w pośrednie argumentum ad hominem.
-
Cóż, zatem przepraszam, jeśli moje słowa Panią uraziły. Wracając do tematu. W sumie zupełnie niechcący przeoczyłem jeden Pani post.
Także i dziś nasze niby kiepskie wojsko, bo gorzej wyposażone niż USA, niż UK, lecz bardziej waleczne, odnosi chwalebne zwycięstwa, o których się nie mówi, aby "nie zakłócić pokojowego charakteru misji stabilizacyjnej". Przykładem może być bitwa o Ratusz Miejski w Karbali stoczona w kwietniu 2004, kiedy to kilkunastu Polskich żołnierzy wspólnie z kilkoma Bułgarami pod dowództwem ppłk Tomasza Domańskiego pokonała ponad 20-krotne siły przeciwnika. grupka około 30 żołnierzy przezwyciężyła natarcie ponad 700!
Tak, zniszczenie suwerennego państwa i jego okupacja to faktycznie powód do chwały.
Cóż, wyznaję doktrynę, że żołnierz jest od tego żeby walczył. Zawsze lepiej żeby walczył jednak poza naszymi granicami ;) Faktem jest jednak, że nasi żołnierze przelewają krew dla Amerykanów za friko - Polska nic z tego nie ma. Pomijam te śmieciowe zabawki, które dostajemy z Amerykańskiego kosza. Walczymy w sumie dla Amerykańców, a nie mamy żadnej, ŻADNEJ gwarancji, że gdy my będziemy w potrzebnie to oni nam pomogą. Gdybyśmy taką gwarancję mięli to inna sprawa. ;)
-
Cóż, zatem przepraszam, jeśli moje słowa Panią uraziły.
Jako gorliwa ateistka wybaczam ;)
Wracając do tematu. W sumie zupełnie niechcący przeoczyłem jeden Pani post.
Także i dziś nasze niby kiepskie wojsko, bo gorzej wyposażone niż USA, niż UK, lecz bardziej waleczne, odnosi chwalebne zwycięstwa, o których się nie mówi, aby "nie zakłócić pokojowego charakteru misji stabilizacyjnej". Przykładem może być bitwa o Ratusz Miejski w Karbali stoczona w kwietniu 2004, kiedy to kilkunastu Polskich żołnierzy wspólnie z kilkoma Bułgarami pod dowództwem ppłk Tomasza Domańskiego pokonała ponad 20-krotne siły przeciwnika. grupka około 30 żołnierzy przezwyciężyła natarcie ponad 700!
Tak, zniszczenie suwerennego państwa i jego okupacja to faktycznie powód do chwały.
Cóż, wyznaję doktrynę, że żołnierz jest od tego żeby walczył.
A ja wyznaję zasadę, że najlepszym co może spotkać ludzi jest pokój. Jedynym uzasadnieniem dla wojny jest obrona przed atakiem.
Zawsze lepiej żeby walczył jednak poza naszymi granicami ;)
Ta sama teoria przyświecała armiom, które we wrześniu weszły do Polski 73 lata temu.
Faktem jest jednak, że nasi żołnierze przelewają krew dla Amerykanów za friko - Polska nic z tego nie ma. Pomijam te śmieciowe zabawki, które dostajemy z Amerykańskiego kosza.
Właśnie. Nie walczymy nawet dla idei, tylko dla dóbr materialnych. Mało to chwalebne.
Walczymy w sumie dla Amerykańców, a nie mamy żadnej, ŻADNEJ gwarancji, że gdy my będziemy w potrzebnie to oni nam pomogą. Gdybyśmy taką gwarancję mięli to inna sprawa. ;)
A gdyby nam powiedzieli, albo nawet napisali, że dają nam gwarancję. Czy, w obliczu gwarancji udzielonych nam przez Wielką Brytanię i Francję tuż przed wojną, miałoby to jakąkolwiek wartość?
-
A ja wyznaję zasadę, że najlepszym co może spotkać ludzi jest pokój. Jedynym uzasadnieniem dla wojny jest obrona przed atakiem.
Nie zgodzę się. To dążenia narodów do posiadania jak najlepszej armii wpływa na rozwój ludzkości. GPS i internet, telewizja satelitarna, kuchenki mikrofalowe, drogi kolej, wszystko to służyło w pierwszej kolejności armiom. Podobnie jak wiele rzeczy, które mamy, istnieją tylko dlatego, że ludzkość od pokoleń prowadzi wyścig pod względem uzbrojenia. Si vis pacem, para bellum jak powiedział Platon - Chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Hipisowskie "mądrości" dotyczące rozbrajania świata, pokoju na świecie, są oznaką słabości. To słaby kraj będzie manifestował najgłośniej pokojowe ideały, bo wie, że przegra wojnę z silniejszym. Taka jest natura. To co słabe, przegrywa z tym silniejszym. Czy nam się to podoba, czy nie, tak jest i koniec. To sokół zjada mysz, a nie na odwrót. Jeśli więc ktoś będzie wnioskował o zawieszenie broni, to raczej mysz ;)
Ta sama teoria przyświecała armiom, które we wrześniu weszły do Polski 73 lata temu.
Z tego co pamiętam, to im chodziło o "przestrzeń życiową na wschodzie", czy cuś takiego :D. Niemniej dzięki teorii walki poza swoimi granicami, Niemy nie doznały takich strat jak chociażby Polska, czy ZSRR. Podnieśli się szybciej, niż ktokolwiek inny i dziś w Europie wiodą prym gospodarczy.
Właśnie. Nie walczymy nawet dla idei, tylko dla dóbr materialnych. Mało to chwalebne.
Wojna nigdy nie była i nie będzie chwalebna. Tysiące mężczyzn strzela, wysadza, rzuca, nie śpiąc, nie dojadając, umiera w brudzie i ubóstwie, samotnie, często w olbrzymim bólu, niegodnie. Taka jest wojna, nie ma tam nic chwalebnego.
A gdyby nam powiedzieli, albo nawet napisali, że dają nam gwarancję. Czy, w obliczu gwarancji udzielonych nam przez Wielką Brytanię i Francję tuż przed wojną, miałoby to jakąkolwiek wartość?
Pomijam Francuzów, którzy nie chcieli "umierać za Gdańsk", ani za Paryż. Wielka Brytania natomiast sprzedała nas nie tylko 1 IX (choć niby w dwa dni później wypowiedziała Niemcom wojnę), ale także, wspólnie ze Stanami, sprzedała nas w Jałcie, a to było o wiele gorsze. Niemniej, nie możemy zrażeni ta zdradą od razu zakładać, że każdy nasz sojusznik też zdradzi. To by nam chyba nakazało prowadzić wojne ze wszystkimi lub odciąć się od dyplomacji i de facto "wypaść z rynku".
-
A ja wyznaję zasadę, że najlepszym co może spotkać ludzi jest pokój. Jedynym uzasadnieniem dla wojny jest obrona przed atakiem.
Nie zgodzę się. To dążenia narodów do posiadania jak najlepszej armii wpływa na rozwój ludzkości. GPS i internet, telewizja satelitarna, kuchenki mikrofalowe, drogi kolej, wszystko to służyło w pierwszej kolejności armiom. Podobnie jak wiele rzeczy, które mamy, istnieją tylko dlatego, że ludzkość od pokoleń prowadzi wyścig pod względem uzbrojenia.
I uważa pan, że gdyby nie zbrojenia, to te wynalazki by nie powstały?
Si vis pacem, para bellum jak powiedział Platon - Chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Hipisowskie "mądrości" dotyczące rozbrajania świata, pokoju na świecie, są oznaką słabości.
Raczej mądrości ;) Oznaką słabości jest rozwiązywanie konfliktów z pozycji siły.
To słaby kraj będzie manifestował najgłośniej pokojowe ideały, bo wie, że przegra wojnę z silniejszym. Taka jest natura. To co słabe, przegrywa z tym silniejszym. Czy nam się to podoba, czy nie, tak jest i koniec. To sokół zjada mysz, a nie na odwrót. Jeśli więc ktoś będzie wnioskował o zawieszenie broni, to raczej mysz ;)
Człowiek odróżnia się od zwierzęcia tym, że wyszedł ze stanu natury ;)
Ta sama teoria przyświecała armiom, które we wrześniu weszły do Polski 73 lata temu.
Z tego co pamiętam, to im chodziło o "przestrzeń życiową na wschodzie", czy cuś takiego :D. Niemniej dzięki teorii walki poza swoimi granicami, Niemy nie doznały takich strat jak chociażby Polska, czy ZSRR. Podnieśli się szybciej, niż ktokolwiek inny i dziś w Europie wiodą prym gospodarczy.
Rzeczywiście, wspaniały wzorzec do naśladowania.
Właśnie. Nie walczymy nawet dla idei, tylko dla dóbr materialnych. Mało to chwalebne.
Wojna nigdy nie była i nie będzie chwalebna. Tysiące mężczyzn strzela, wysadza, rzuca, nie śpiąc, nie dojadając, umiera w brudzie i ubóstwie, samotnie, często w olbrzymim bólu, niegodnie. Taka jest wojna, nie ma tam nic chwalebnego.
Zatem po co ją toczyć? ;)
A gdyby nam powiedzieli, albo nawet napisali, że dają nam gwarancję. Czy, w obliczu gwarancji udzielonych nam przez Wielką Brytanię i Francję tuż przed wojną, miałoby to jakąkolwiek wartość?
Pomijam Francuzów, którzy nie chcieli "umierać za Gdańsk", ani za Paryż. Wielka Brytania natomiast sprzedała nas nie tylko 1 IX (choć niby w dwa dni później wypowiedziała Niemcom wojnę), ale także, wspólnie ze Stanami, sprzedała nas w Jałcie, a to było o wiele gorsze. Niemniej, nie możemy zrażeni ta zdradą od razu zakładać, że każdy nasz sojusznik też zdradzi. To by nam chyba nakazało prowadzić wojne ze wszystkimi lub odciąć się od dyplomacji i de facto "wypaść z rynku".
Nadal mi pan nie odpowiedział na pytanie.
-
Uważam, że gdyby nie konieczność walki z czymkolwiek, z naturą, ze zwierzęciem, z innym człowiekiem, to byśmy byli nadal jednokomórkowcami. Człowiek pierwotny walczył z niskimi temperaturami, poprzez szycie prymitywnych skór. Ta da, mamy ubrania. Człowiek walczył ze zwierzętami, gdyż potrzebował pożywienia, wymyślał więc dzidy, noże etc. Ta da, mamy broń. Człowiek potrzebował światła i ciepła w nocy, więc zaczął się interesować ogniem. Ta da, okrzesaliśmy ogień. Człowiek potrzebował ziemi, którą musiał wydrzeć z lasu, poprzez karczowanie lasów, wypędzanie zwierząt, wypalanie łąk. Ta da, mamy pola uprawne. Człowiek bronił się przed zwierzętami i innego typu niebezpieczeństwami, zauważył, że w grupie to łatwiej idzie. Ta da, mamy społeczeństwo. Człowiek zaczął rywalizować z innymi ludźmi o lepsze terytorium, musiał więc się bronić. Ta da, mamy grody. Tą historyjkę można kontynuować w nieskończoność...
Teza, że "rozwiązywanie konfliktów z pozycji siły jest oznaką słabości", jest nielogiczna. Jak ktoś silniejszy, może być słabszy? Uważa Pani, że lepszym jest podporządkowanie sobie państwa poprzez gospodarkę, wykorzystanie pod względem finansowym państwa, tylko po to by je od siebie uzależnić (neokolonializm, polityka USA)? To już chyba lepsze jest zbrojne zajęcie terytorium, bo choć zginie trochę ludzi, to agresor raczej będzie w podbity kraj inwestował i go rozwijał, by ten przynosił mu jak najlepsze dochody, co będzie korzystne dla tej większości, która przeżyła.
Jeden z prezydentów USA, chyba Roosvelt, powiedział, że żeby uprawiać politykę, trzeba mieć solidny kij za plecami, tym większy im ważniejsza sprawa. Coś w tym jest.
Dziwnym jest dla mnie stwierdzenie, że człowiek wyszedł ze stanu natury, bo to znaczy, ze de facto jesteśmy wynaturzeni. Choć w sumie w sporej części jest to prawdą. Dziwne, ze środowiska lewicowe (a do takich jak zgaduje zalicza się i Pani), gdy chodzi np.: o masturbację, mówią że "przecież to NATURALNA potrzeba, i człowiek musi ją zaspokoić ;)
Otóż, proszę nie zapominać, że mimo iż człowiek jest wysoko cywilizowany, to nadal ma w sobie zwierzęce instynkty, które często biorą górę nad rozsądkiem, i dobrze, bo co to za matka, którą nie kieruje instynkt - wynaturzenie.
Cel w którym wojny się toczą jest prosty. Rywalizacja. Jako, że politykę zagraniczną w znacznej większości kreują jednak mężczyźni, a Ci mają wrodzoną potrzebę rywalizacji, więc jest jak jest. Mężczyzna rywalizację ma w genach, jeszcze z czasów pierwotnych, gdy musiał walczyć o samicę. Nadal facet lubi zaszpanować przed kolegami, pokazać się, a następnego dnia kolega czymś zaszpanuje. To naturalne. Kobiety na ogół nie mają potrzeby rywalizacji. Może więc, gdybyście to wy, kobiety kreowały politykę, świat byłby spokojniejszy ;)
Pewnie, że byłoby super, gdyby ludzie żyli ze sobą w przyjaźni i w pokoju, wzajemnie ze sobą współpracowali, etc. Świetny pomysł, niestety utopijny. Świat należy postrzegać nie tylko takim jakim być powinien, trzeba mieć również świadomość jaki jest. Pewnych rzeczy zwyczajnie nie da się zmienić, jak nie da się zmienić tego, że Ziemia krąży wokół Słońca. Przykro mi ;P
-
Uważam, że gdyby nie konieczność walki z czymkolwiek, z naturą, ze zwierzęciem, z innym człowiekiem, to byśmy byli nadal jednokomórkowcami. Człowiek pierwotny walczył z niskimi temperaturami, poprzez szycie prymitywnych skór. Ta da, mamy ubrania. Człowiek walczył ze zwierzętami, gdyż potrzebował pożywienia, wymyślał więc dzidy, noże etc. Ta da, mamy broń. Człowiek potrzebował światła i ciepła w nocy, więc zaczął się interesować ogniem. Ta da, okrzesaliśmy ogień. Człowiek potrzebował ziemi, którą musiał wydrzeć z lasu, poprzez karczowanie lasów, wypędzanie zwierząt, wypalanie łąk. Ta da, mamy pola uprawne. Człowiek bronił się przed zwierzętami i innego typu niebezpieczeństwami, zauważył, że w grupie to łatwiej idzie. Ta da, mamy społeczeństwo. Człowiek zaczął rywalizować z innymi ludźmi o lepsze terytorium, musiał więc się bronić. Ta da, mamy grody. Tą historyjkę można kontynuować w nieskończoność...
I czego to wg pana dowodzi? Jedyne czego pan teraz dowodzi, nie wnikając już w prawdziwość pańskich twierdzeń, to fakt, że rywalizacja i walka przyczyniły się do postępu technicznego. Nie neguję tego. Ale jeżeli pan zastąpi możliwość koniecznością, to takie zdanie może być zarówno prawdziwe, jak i fałszywe. Z kwadratu logiki deontycznej to nie wynika. Jest to tylko zwykła heurystyka :)
Teza, że "rozwiązywanie konfliktów z pozycji siły jest oznaką słabości", jest nielogiczna. Jak ktoś silniejszy, może być słabszy?
Przenieśmy problem ze skali makro, do skali mikro. Czy dla pana przemoc jest lepszym sposobem rozwiązania problemu, niż przekonywanie i dyskusja? Czy jeśli się z kimś pan nie zgadza, to potem wszczyna pan bójkę?
Uważa Pani, że lepszym jest podporządkowanie sobie państwa poprzez gospodarkę, wykorzystanie pod względem finansowym państwa, tylko po to by je od siebie uzależnić (neokolonializm, polityka USA)? To już chyba lepsze jest zbrojne zajęcie terytorium, bo choć zginie trochę ludzi, to agresor raczej będzie w podbity kraj inwestował i go rozwijał, by ten przynosił mu jak najlepsze dochody, co będzie korzystne dla tej większości, która przeżyła.
Jeden z prezydentów USA, chyba Roosvelt, powiedział, że żeby uprawiać politykę, trzeba mieć solidny kij za plecami, tym większy im ważniejsza sprawa. Coś w tym jest.
Straszne ograniczenie wychodzi z pana sposobu myślenia. Niech nie bierze pan tego do siebie, ale to typowe dla absolwentów szkół po reformie. Opcje "podporządkowanie militarne" i "podporządkowanie gospodarcze" to nie jest podział dychotomiczny. To w zasadzie dwa aspekty tego samego - dominacji. Oprócz tego istnieje jeszcze całe spektrum opcji, jak współpraca czy izolacja.
Dziwnym jest dla mnie stwierdzenie, że człowiek wyszedł ze stanu natury, bo to znaczy, ze de facto jesteśmy wynaturzeni. Choć w sumie w sporej części jest to prawdą. Dziwne, ze środowiska lewicowe (a do takich jak zgaduje zalicza się i Pani), gdy chodzi np.: o masturbację, mówią że "przecież to NATURALNA potrzeba, i człowiek musi ją zaspokoić ;)
Otóż, proszę nie zapominać, że mimo iż człowiek jest wysoko cywilizowany, to nadal ma w sobie zwierzęce instynkty, które często biorą górę nad rozsądkiem, i dobrze, bo co to za matka, którą nie kieruje instynkt - wynaturzenie.
Nie czytał pan Arystotelesa, prawda? Poprzez wyjście ze stanu natury rozumie się zazwyczaj zorganizowanie ludzi w większe zbiorowości, najpierw klany, potem państwa a następnie społeczeństwo obywatelskie. Koncepcja zoon politikon dotyczy społecznośći, a nie psychiki człowieka ;)
Cel w którym wojny się toczą jest prosty. Rywalizacja. Jako, że politykę zagraniczną w znacznej większości kreują jednak mężczyźni, a Ci mają wrodzoną potrzebę rywalizacji, więc jest jak jest. Mężczyzna rywalizację ma w genach, jeszcze z czasów pierwotnych, gdy musiał walczyć o samicę. Nadal facet lubi zaszpanować przed kolegami, pokazać się, a następnego dnia kolega czymś zaszpanuje. To naturalne. Kobiety na ogół nie mają potrzeby rywalizacji. Może więc, gdybyście to wy, kobiety kreowały politykę, świat byłby spokojniejszy ;)
Czyli wojny są bezcelowe. Cieszę się, że pański umysł powoli zaczyna się otwierać.
Pewnie, że byłoby super, gdyby ludzie żyli ze sobą w przyjaźni i w pokoju, wzajemnie ze sobą współpracowali, etc. Świetny pomysł, niestety utopijny. Świat należy postrzegać nie tylko takim jakim być powinien, trzeba mieć również świadomość jaki jest. Pewnych rzeczy zwyczajnie nie da się zmienić, jak nie da się zmienić tego, że Ziemia krąży wokół Słońca. Przykro mi ;P
Nie oznacza to, że to jacy jesteśmy oznacza, że musimy takimi być. Lub, jak w mądrości ludowej, to nie tak, że "jakim mnie boże stworzyłeś, takim mnie masz" ;)
-
Oczywiście, dyskusja, argumenty, rozmowa, to świetne metody rozwiązywania konfliktów. Nie zawsze jednak się tak da. Czasem w wyniku sporów, zbiera się w ludziach masa pokładów agresji z powodu urażonej dumy, czy czegośtam. To musi gdzieś ulecieć. W takich sytuacjach jestem zwolennikiem "dania sobie w mordę". Gdy będąc kilka dni temu w pobliskim Downazjum (taka moja nazwa na Gimnazjum), w celu załatwienia pewnej sprawy, widziałem dwu bijących się chłopców. Nie rozumiałem reakcji dyżurujących nauczycielek "O Jezu, biją się, zrobią sobie krzywdę, o jeju jeju...". Jak dla mnie, póki któryś z nich nie zacząłby krwawić, to nie ma powodu ich rozdzielać. Szybko się zmęczą i dadzą sobie spokój, wyładują się, i za pół godziny pogodzą. Przy okazji się zahartują i czegoś tam nauczą (umiejętność bicia się jest bardzo przydatna czasami).
Na koniec. Arystotelesa i Platona czytałem ;D A reforma edukacji, z tymi downazjami i innymi badziewiami, nie zdążyła mnie "złapać" ;)
-
Oczywiście, dyskusja, argumenty, rozmowa, to świetne metody rozwiązywania konfliktów. Nie zawsze jednak się tak da. Czasem w wyniku sporów, zbiera się w ludziach masa pokładów agresji z powodu urażonej dumy, czy czegośtam. To musi gdzieś ulecieć.
Inteligentny człowiek bez problemu rozładuje swoje psychiczne napięcie w sposób twórczy, albo przynajmniej niejałowy.
W takich sytuacjach jestem zwolennikiem "dania sobie w mordę". Gdy będąc kilka dni temu w pobliskim Downazjum (taka moja nazwa na Gimnazjum), w celu załatwienia pewnej sprawy, widziałem dwu bijących się chłopców. Nie rozumiałem reakcji dyżurujących nauczycielek "O Jezu, biją się, zrobią sobie krzywdę, o jeju jeju...". Jak dla mnie, póki któryś z nich nie zacząłby krwawić, to nie ma powodu ich rozdzielać. Szybko się zmęczą i dadzą sobie spokój, wyładują się, i za pół godziny pogodzą. Przy okazji się zahartują i czegoś tam nauczą (umiejętność bicia się jest bardzo przydatna czasami).
Współczuję panu.
Na koniec. Arystotelesa i Platona czytałem ;D
Gratuluję.
A reforma edukacji, z tymi downazjami i innymi badziewiami, nie zdążyła mnie "złapać" ;)
No i?
-
Wie Pani, ciężko się rozmawia z osobą, która ma lekceważąco-pogardliwy stosunek do współrozmówcy. Na moje odpowiedzi wielkości góry lodowej, pani rzuca śnieżką. Kwituje Pani moje litanie argumentów, kilkoma słowami, najczęściej nie skupiając się na meritum wypowiedzi, lecz na jakimś chwytliwym szczególiku, nieopatrznym błędzie, czy jakiejś małej pomyłce. Proszę wybaczyć, ale nie potrafię rozmawiać w taki sposób.
-
Wie Pani, ciężko się rozmawia z osobą, która ma lekceważąco-pogardliwy stosunek do współrozmówcy.
Przecież pogardliwy oznacza dokładnie to samo, co lekceważący ;)
Na moje odpowiedzi wielkości góry lodowej, pani rzuca śnieżką. Kwituje Pani moje litanie argumentów, kilkoma słowami, najczęściej nie skupiając się na meritum wypowiedzi, lecz na jakimś chwytliwym szczególiku, nieopatrznym błędzie, czy jakiejś małej pomyłce. Proszę wybaczyć, ale nie potrafię rozmawiać w taki sposób.
Bo pańskie odpowiedzi nie trzymają się kupy ;)
-
Jest Pani żałosna. Skończyłem rozmowę z Panią. Proszę nie zaśmiecać wątku przeznaczonego dla Kościoła Rotryjskiego.
-
Niech się pan nie rozpłacze, w przerwach między obrażaniem ludzi, którzy myślą inaczej od pana ;)
-
Już? Żegnam.
-
Zamierza pan opuścić Skarland, bo się obraził? Myślałam, że mężczyzna powinien być bardziej gruboskórny ;)
-
Chyba najwyższy czas zdelegalizować kościół kipryjski zwłaszcza, że Panem Fadersem a raczej jego alter ego w Kiprii zainteresowały się Siły i Korpusy Bezpieczeństwa Państwowego.
-
I jaki to ma mieć związek ze mną?
-
Tak sobie siedzę nieopodal na drzewie, zajadam makowiec, i przysłuchuję się tej waszej uczonej i mądrej dyskusji. I mam pewną uwagę do Brata mego, Artura - Nie napadaj Bracie tak mocno na naszą biedną towarzyszkę Marię - w stanie błogosławionym Ona pozostaje, i to pewnie dlatego z jej ust takie bzdury płyną... co zaś się tyczy określenia "kipryjski"... bardzo to obraźliwe jest dla nas, Królu... Nie wiem, czymże zasłużyliśmy sobie na takie traktowanie...
-
Chyba najwyższy czas zdelegalizować kościół kipryjski
Na jakiej podstawie?
A może zdelegalizować JKM?
zwłaszcza, że Panem Fadersem a raczej jego alter ego w Kiprii zainteresowały się Siły i Korpusy Bezpieczeństwa Państwowego.
Osoba Fadersa i Nicolae nie mają nic wspólnego w v-świecie... Dlatego nie rozumiem Pana awantur.
Jakie znowu Korpusy? Skarlandzkie? W Państwie którego nie uznaję, które dl Skarlandu nie istnieje... Ciekawy przypadek... Poza tym nie wiem czy to legalne? Przecież takie korpusy nie otrzymałyby pozwolenia na takie beznadziejne akcje... Już raz wypłacaliście mi odszkodowanie...
-
Zamierza pan opuścić Skarland, bo się obraził? Myślałam, że mężczyzna powinien być bardziej gruboskórny ;)
Proszę się nie obawiać ;) Nie wyjeżdżam. Po prostu uważam, że dalsza kłótnia nie ma sensu, gdyż żadne z Nas, nie jest w stanie przekonać się choć troszkę do racji tej drugiej strony ;)
I mam pewną uwagę do Brata mego, Artura - Nie napadaj Bracie tak mocno na naszą biedną towarzyszkę Marię - w stanie błogosławionym Ona pozostaje, i to pewnie dlatego z jej ust takie bzdury płyną...
W takim razie gratuluję i pozdrawiam ;) Ale na Boga, Bracie Pafnucy, kto powiedział że Pani Maria bzdury plecie - ona tylko prezentuje inny punkt widzenia w odniesieniu do innych wartości. A stan błogosławiony, myślę że nie ma na to żadnego wpływu. Rozumiem, wahania nastrojów i inne historie, ale ciąża przecież nie wpływa na światopogląd. Chyba.
-
Nie jestem przecież w ciąży!
-
Wiem, że skromność przez towarzyszkę przemawia. Jednakże nie zwalnia to Was z zaszczytu głoszenia tej radosnej nowiny.
Chociaż może... Tymi którzy to już wiedzą, niewiara więcej nic nie da, zaś tymi którzy nie... im to w zasadzie niepotrzebne. Ukryjmy to zatem, zakamuflujmy, aż do narodzin największego Spadkobiercy...
-
O co panu chodzi?
-
O to co nam wszystkim, Umiłowana Towarzyszko, o to co nam wszystkim...